Z ostatnich obserwacji mojego otoczenia: kiepskiego menedżera (lidera) można poznać po tym, że przy metodzie kija i marchewki ciągle zapomina o marchewce...
Pamiętacie to ze szkoły? Chowanie się za kogoś, udawanie niewidzialnego byle tylko nauczyciel nie wywołał do tablicy/ odpowiedzi...
Wczoraj miałam okazję zobaczyć to samo zachowanie wśród dojrzałych (?), dorosłych ludzi.
Z racji posiadania działalności, mój numer telefonu jest powszechnie dostępny. Od czasu do czasu dzwonią do mnie różni śmieszni sprzedawcy przez telefon.
Maślana: Trzeba jej tę kartę... podpierdolić!
Czesio: A co to znaczy podpierdolić?
Maślana: To znaczy zabrać coś komuś tak, żeby ten ktoś nie mógł ci nic zrobić.
Anusiak: To niemożliwe.
Maślana: Jak niemożliwe! Mój tata mówi, że urząd skarbowy co miesiąc podpierdala mu połowę pensji i on nic z tym nie może zrobić.
Konieczko: To może byśmy wynajęli tych z urzędu?
Maślana: Nie da rady, trzeba najpierw złożyć PIT. Musimy jej tę kartę podpierdolić sami.
Pod tym enigmatycznym tytułem kryje się nazwa całkiem fajnego programu.
Ostatnio, przy okazji tworzenia kartki świątecznej dla klientów naszej firmy, miałam okazję się nim pobawić.
Najogólniej, można by powiedzieć, ze to kolejny program do tworzenia grafiki. Tyle, że dedykowany głownie pasjonatom scrabookingu .
Jak już pisałam wcześniej, mam okazję stworzyć własny zespół. Urządziłyśmy więc z moją menedżerką akcję rekrutacyjną. Na zamieszczone ogłoszenie odpowiedziało ok 30 osób (jak dotąd). Przekopuję się więc przez te maile i na zmianę klnę i turlam się po podłodze ze śmiechu. Tylko 3 osoby przysłały CV formie możliwej do zaakceptowania. Co do reszty...
W tym miesiącu mija rok odkąd pracuję w Viennie.
Nie mogę powiedzieć, że to stracony czas. Aczkolwiek mógłby być lepiej wykorzystany, gdybym od razu trafiła do zespołu w którym teraz jestem :D Wiele się nauczyłam, również o sobie
.A teraz przyszedł czas zbierania plonów.
Nadchodzą wielkie zmiany w firmie i moja menedżerka powiedziała, że jeśli dalej będę sobie tak dobrze radzić i przyprowadzę jeszcze jedną osobę do pracy będzie mnie chciała awansować na stanowisko asystenta kierownika zespołu.
Więc jeśli szukacie pracy albo ktoś z Waszych znajomych jej szuka, dajcie znać :)
No ale nie do końca o tym chciałam napisać.
Skoro już dostałam taką propozycję pochwaliłam się mojej rodzince. I oczywiście ich reakcje mnie nie zawiodły. Zaczęli marudzić, że będę musiała założyć działalność gospodarczą, że to koszty, papierki itd. I że to nie ma sensu. I że nie dam rady.. Żebym zaczęła szukać sobie normalnej pracy...
Jak mnie irytuje takie podejście! Już nie mówię o samym braku wsparcia. Ale skoro od początku zakłada się, że coś się nie uda, to po co zaczynać? A może w ogóle bez sensu jest wstawać codziennie z łóżka?
W takich chwilach naprawdę się cieszę, że mieszkam tak daleko od nich...
Miałam dzisiaj po raz kolejny rozmawiać z osobami z help desku naszego rodzimego rejestratora domen. I po raz kolejny poraził mnie ich brak profesjonalizmu. Nie mówię, że ja rozmawiając z klientami przez telefon nie popełniam błędów. Ale są pewne granice...
No ale może po kolei. Otrzymałam telefon od kolegi z pracy, że w/w rejestrator dzwonił do niego, bo jest problem z płatnością za cesję domeny. Jakoś mnie to specjalnie nie zdziwiło, bo to kolejny raz, kiedy ktoś nie zauważył adnotacji ile mamy płacić, uwzględniając nasz rabat. Oddzwoniłam więc do nich, żeby sprawę wyjaśnić.
Odebrał bardzo zdezorientowany pan. Chyba był zaskoczony, że musi rozmawiać z klientami w ogóle. Strasznie się jąkał. Przez 3 minuty (a licznik połączenia się nie zatrzymuje) pan szukał osoby, która rozmawiała z moim kolegą i wyjaśniał sytuację. A na koniec dowiedziałam się, że wszystko jest w porządku i żadnego problemu nie ma... Bez sensu ;/
Czasem zdarza mi się zapominać o słowach mojej menedżerki, o tym że to my jesteśmy naszymi największymi krytykami (a powinniśmy być największymi fanami).
Dzisiaj na zebraniu teamu omawiałyśmy spotkania z klientami z zeszłego tygodnia. Między innymi spotkanie, które po raz pierwszy samodzielnie prowadziłam. W moich oczach- nawaliłam. Pozapominałam podstawowych rzeczy. Nie mówiłam płynnie. Nie przygotowałam odpowiednio narracji, itp. Okazuje się jednak, że nie było tak źle. :)
Przede wszystkim, najważniejsze, że się przełamałam. Jak dziecko uczące się chodzić, postawiłam pierwsze koślawe kroki. Plusy spotkania: w luźnej rozmowie doprowadziłam do tego, że klientka sama zasygnalizowała, że potrzebuje naszej porady. Jak już oswoiłam się z tym, że to spotkanie handlowe, udało mi się przekazać całkiem ważne informacje.
Okazuje się, że mam powody by być z siebie duma :D Ostatnio trochę w to wątpiłam
Dzisiaj też moja menedżerka powiedziała mi, że będę świetnym trenerem dla przyszłych kandydatów do pracy. Bo wiem w jakim bólu rodzi się sukces. :)
Z innej beczki- ostatnio mam etap przełamywania swoich barier. Walczę ze swoją nieśmiałością, brakiem pewności siebie (te dwie opcje już od jakiegoś czasu udaje mi się zwalczać, ale czasem jeszcze mnie dopadają w najmniej odpowiednim momencie), lenistwem. A od wczoraj postanowiłam zawalczyć z własną słabą kondycją. Szkoda, że to musi tyle boleć ;)
Jak wiadomo, Biura Obsługi Klienta (obiBOKi) mogą się znacznie różnić jakością usług, wsparcia znaczy ;p
Od piątku prowadzę ciekawą mailową dyskusję z BOKiem jednego ze szczecińskich rejestratorów domen ;p Opłaciłam cesję 3 domen. Ponieważ były już w okresie rozliczeniowym, należało zapłacić podwójna cenę za cesję i za przedłużenie domeny. Zapłaciłam jak zwykle. Po czym dostałam informację, że brakuje pewnej kwoty i mam ją dopłacić. Dopłaciłam. Chwilę później dostałam maila z księgowości, że ta dopłata nie starczy na cesję domen. Grzecznie odpisałam, że takie było życzenie BOK-u (na potwierdzenie swoich słów, załączyłam maila z BOKu). Wieczorem dostałam maila z księgowości, że coś tam rozliczyli źle i mamy nadpłatę, w związku z czym mogę sobie wybrać usługę jaką chcę opłacić z tej nadpłaty. Super, przelałam różnicę w cenie i wysłałam potwierdzenie zarówno do księgowości jak i do BOKu z informacją, na co ma być przeznaczona ta wpłata. Minął weekend...
Rano dostałam znowu maila z księgowości, że się pomylili i że tak naprawdę nadpłaty nie było... Pogratulowałam im zdecydowania i poprosiłam o to, by ustalili jedną wersję zdarzeń. Wtedy to dowiedziałam się, że jednak nie było nadpłaty, a za zaistniałą sytuację przepraszali mnie w piątek...
Nie ma to jak zamieszanie. Ja rozumiem, że to duża w firma i zlecenie dostanie ten kto jest wolny. Ale czy nie dałoby się tego rozwiązać, przypisując jedną osobę do danej firmy? Albo sprawy? Albo poczekać z mailem do klienta do czasu, kiedy nie połączą się wszystkie nitki? Zwariować można!
