Myśli niepozbierane

30 lipca 2009

Napis na murze

"It's nice to be important, but it's more important to be nice" Czyżby kroiło mi się nowe motto życiowe?

29 lipca 2009

Z mądrości...

Nie głaskało mnie życie po głowie

Nie pijałem ptasiego mleka

No i dobrze! No i na zdrowie

Tak wyrasta się na człowieka

28 lipca 2009

Wpis bez weny

Dzisiaj miałam ciężki dzień. Niby nic się nie wydarzyło takiego strasznego, ale przez większość czasu działałam na mega wkurwie...

Taki stan ma swoje zalety- świetnie poszła mi sesja telefoniczna. Nie dawałam się spławić, nic nie miałam do stracenia, było mi wszystko jedno.

Poza tym, okazało się, że oduczyłam się wyżywać na ludziach za moje frustracje. Na nikogo nie nawrzeszczałam, nie ofukałam, nie byłam opryskliwa. Ci, którzy wiedzą, jak potrafię wybuchnąć powinni docenić zmianę. ;-)

Najbardziej jednak podobało mi się zakończenie dnia z huśtawami w parku w tle :-D (dzięki jeszcze raz) :-D Miło czasem obudzić w sobie dziecko...

25 lipca 2009

Tuxikowo

Ponieważ wykonanie tuxów nie jest już tajemnicą dla pewnych osób, zamieszczam przepis.

Składniki na 25 sztuk:

15 dag okrągłych biszkoptów

2 łyżki rumu

15 dag wiórków kokosowych

8 dag cukru pudru

1 torebka waniliowego

15 dag masła

KREM:

10 dag masła

2 łyżki kakao

5 dag cukru pudru

2 łyżki rumu

DODATKI:

10 dag białej polewy czekoladowej

8 dag polewy z gorzkiej czekolady

5 dag migdałów

marcepan na dziobki (opcjonalnie)

25 okrągłych biszkoptów

Przygotować krem: miękkie masło utrzeć z cukrem pudrem i kakao na gładki krem. Ucierając dolewac po porcji rumu.

Biszkopty (15 dag) zetrzeć na tarce. Wiórki kokosowe zmielić w młynku do kawy, wsypać do biszkoptów (czynność jest niekonieczna moim zdaniem, ja wsypuje normalne wiórki). Dolać rum, dodać 2 rodzaje cukru oraz miękkie masło pokrojone w kosteczkę. Wszystko dokładnie wymieszać, następnie wyrobić masę. Podzielić ją na 25 porcji wielkości orzecha włoskiego. Z każdej utoczyć kulkę a następnie uformować łezkę. W każdej łezce (z grubszej strony) zrobić zagłebienie i napełnić je kremem czekoladowym.

Napełnione kremem łezki ustawiać na biszkopcie. Stopić białą czekoladę i kolejno zanurzać w niej całe łezki. Pozostawić do zastygnięcia. Następnie stopić ciemną czekoladę i zanurzyć w niej łezki wzdłuż do polowy. Do ciemniej czekolady podolepiać migdały- skrzydełka a na białej czekoladzie z marcepanu (lub czegoś innego- ja stosuje migdały) zrobić dziobki oraz kropeczki- oczka z ciemnej czekolady. Pingwinki wstawić na noc do lodówki.

Smacznego :))

21 lipca 2009

Żebrząc o...?

Dziś miałam "niesamowitego farta" do ludzi, którzy chcieli ode mnie wyciągnąć kasę. Najpierw na przystanku, Rumunka z dzieckiem prosiła mnie (i wszystkich wokoło) o pomoc. Bo potrzebuje na jedzenie dla dziecka. Kiedy tylko jakiś pan się nad nią zlitował, zaraz podeszło do niego kolejne dziecko, w nadziei, że dostanie parę groszy. Trochę się przeliczyło...

Potem, kiedy szłam do drugiej pracy, szedł przede mną jakiś gość. Nawet nie stary. Odwrócił się i powiedział "Widzi pani jaki jestem głodny? Mówię prosto i szczerze". WTF? Nie, nie widzę, na wychudzonego nie wyglądał.

Przed moją kamienicą często siedzi babka. W sumie to leży. Ona przynajmniej nie ściemnia słownie...

To co powiem, nie zabrzmi po chrześcijańsku zbyt. Ale czemu mam się dzielić ciężko zarobionymi pieniędzmi z ludźmi, których nie znam? Co do których nie mogę mieć pewności, że naprawdę potrzebują pomocy? I dlaczego mam się tłumaczyć, dlaczego nie dam ani grosza (Rumunka najwyraźniej oczekiwała jakiejś wymówki)? Zwykłe "Nie" nie wystarcza? Czy ja się jej pytam, dlaczego żebra na ulicy, zamiast znaleźć pracę?

20 lipca 2009

Samokrytyka itp

Czasem zdarza mi się zapominać o słowach mojej menedżerki, o tym że to my jesteśmy naszymi największymi krytykami (a powinniśmy być największymi fanami).

Dzisiaj na zebraniu teamu omawiałyśmy spotkania z klientami z zeszłego tygodnia. Między innymi spotkanie, które po raz pierwszy samodzielnie prowadziłam. W moich oczach- nawaliłam. Pozapominałam podstawowych rzeczy. Nie mówiłam płynnie. Nie przygotowałam odpowiednio narracji, itp. Okazuje się jednak, że nie było tak źle. :)

Przede wszystkim, najważniejsze, że się przełamałam. Jak dziecko uczące się chodzić, postawiłam pierwsze koślawe kroki. Plusy spotkania: w luźnej rozmowie doprowadziłam do tego, że klientka sama zasygnalizowała, że potrzebuje naszej porady. Jak już oswoiłam się z tym, że to spotkanie handlowe, udało mi się przekazać całkiem ważne informacje.

Okazuje się, że mam powody by być z siebie duma :D Ostatnio trochę w to wątpiłam

Dzisiaj też moja menedżerka powiedziała mi, że będę świetnym trenerem dla przyszłych kandydatów do pracy. Bo wiem w jakim bólu rodzi się sukces. :)

Z innej beczki- ostatnio mam etap przełamywania swoich barier. Walczę ze swoją nieśmiałością, brakiem pewności siebie (te dwie opcje już od jakiegoś czasu udaje mi się zwalczać, ale czasem jeszcze mnie dopadają w najmniej odpowiednim momencie), lenistwem. A od wczoraj postanowiłam zawalczyć z własną słabą kondycją. Szkoda, że to musi tyle boleć ;)

20 lipca 2009

BOK :)

Jak wiadomo, Biura Obsługi Klienta (obiBOKi) mogą się znacznie różnić jakością usług, wsparcia znaczy ;p

Od piątku prowadzę ciekawą mailową dyskusję z BOKiem jednego ze szczecińskich rejestratorów domen ;p Opłaciłam cesję 3 domen. Ponieważ były już w okresie rozliczeniowym, należało zapłacić podwójna cenę za cesję i za przedłużenie domeny. Zapłaciłam jak zwykle. Po czym dostałam informację, że brakuje pewnej kwoty i mam ją dopłacić. Dopłaciłam. Chwilę później dostałam maila z księgowości, że ta dopłata nie starczy na cesję domen. Grzecznie odpisałam, że takie było życzenie BOK-u (na potwierdzenie swoich słów, załączyłam maila z BOKu). Wieczorem dostałam maila z księgowości, że coś tam rozliczyli źle i mamy nadpłatę, w związku z czym mogę sobie wybrać usługę jaką chcę opłacić z tej nadpłaty. Super, przelałam różnicę w cenie i wysłałam potwierdzenie zarówno do księgowości jak i do BOKu z informacją, na co ma być przeznaczona ta wpłata. Minął weekend...

Rano dostałam znowu maila z księgowości, że się pomylili i że tak naprawdę nadpłaty nie było... Pogratulowałam im zdecydowania i poprosiłam o to, by ustalili jedną wersję zdarzeń. Wtedy to dowiedziałam się, że jednak nie było nadpłaty, a za zaistniałą sytuację przepraszali mnie w piątek...

Nie ma to jak zamieszanie. Ja rozumiem, że to duża w firma i zlecenie dostanie ten kto jest wolny. Ale czy nie dałoby się tego rozwiązać, przypisując jedną osobę do danej firmy? Albo sprawy? Albo poczekać z mailem do klienta do czasu, kiedy nie połączą się wszystkie nitki? Zwariować można!

20 lipca 2009

I działa :)

Jak widać, wczorajsze zadanie zostało wykonane. Chwila szperania w internecie, krótka rozmowa z BOK w Home, i mam już swoją domenkę pod którą podpięłam niniejszy blog. Teraz już nikt ze znajomych nie zapomni, jaki jest jego adres ;p Teraz już pozostaje tylko pisać, pisać, pisać...

19 lipca 2009

Hello World

Witam na moim nowym blogu. Gdzieś po prawej stronie powinien znajdować się odnośnik do stergo bloga. To Do list: Dowiedzieć się, jak przekierować tego bloga na moją nowa zajebiaszczą domenę krushynka.pl :)